Kocham Zakopane, uwielbiam Tatry.

Wśród miast do których najbardziej tęsknię podczas dalekich wypraw jest oczywiście Poznań, Gdynia – z morza i marzeń oraz Zakopane ze swoim unikalnym przedwojennym artystycznym duchem zmieszanym z góralską zadziornością.

Oczywiście można mieć wiele zarzutów do komercji jaka zawładnęła najwyżej położnym miastem w Polsce. Nie zaprzeczę, że to wszystko mogłoby wyglądać bardziej gustownie.
Jednak mimo wszelkich wad wciąż kocham Zakopane i staram się tam jak najczęściej wracać.

Ostatni raz byłem tam ponad 2 lata temu. W dodatku nie był to wyjazd nastawiony na chodzenie po Tatrach ( w sumie żadna z poprzednich wizyt nie była na to nastawiona). Dlatego pojawiały się pomysły, aby tam pojechać w te wakacje. Dodatkowo podczas zakupów w Piotrze i Pawle postanowiłem wylosować butelkę Coca-Coli i pojechać w miejsce, które zostało na niej wspomniane.

Jak zobaczyłem “Zakopane” to już po kilku godzinach kupowałem bilety na autobus.

Dojazd do Zakopanego z Poznania

Kupiłem bilety na stronie PolskiBus na przejazd autobusem firmy Aviva, która obsługuje trasę Kołobrzeg – Zakopane przez Poznań. Płaciłem 74 zł w jedną stronę.

W pierwszą stronę jechałem w najoptymalniejszym trybie. Start podróży o 21:40, przyjazd do Zakopanego ok 7 rano. Do Poznania jechało się trochę gorzej to wyruszaliśmy o 16:40, a na miejscu byliśmy ok 3 w nocy (godzinne opóźnienie względem rozkładu).

W obie strony nie działała toaleta (PolskiBus przyzywaczaił już do innych standardów). Na pewno na powrocie działało chociaż gniazdo, więc nadrabiałem zaległości online po wyzwaniu odłączenia się od social media.

Na dzień dzisiejszy sprawdziłbym jeszcze ofertę pociągu, który zapewnia lepszy powrót. Poza tym można zainwestować trochę więcej i wybrać wagon sypialniany lub kuszetkę. Przez jakiś czas nie było połączenia bezpośredniego między Poznania i Zakopanem, więc nawet nie sprawdzałem tej możliwości.

Oprócz tego polecam sprawdzać ofertę BlaBlacar. W moim przypadku dość szybko znikały miejsca w autobusach (nie miałem możliwości powrotu w niedzielę i musiałem wziąć bilet na poniedziałek), więc nie chciałem ryzykować i kupiłem taki bilet.

Noclegi

Nocowanie w schroniskach górskich jest czymś, co totalnie uwielbiam. Staram się zaliczać nowe przy każdej możliwej okazji. Dlatego ten wyjazd musiał opierać się na takich noclegach.

Niestety tatrzańskie schroniska są strasznie oblegane. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale rezerwacji trzeba dokonywać na co najmniej kilka miesięcy do przodu. Najlepiej w styczniu lub w przypadku schroniskach w Dolinie Pięciu Stawów Polskich na rok do przodu…

W moim przypadku nie udało się dokonać żadnej rezerwacji poza łóżkiem w hostelu w Zakopanem na ostatnią noc pod Tatrami, ale liczyłem na zwyczaj możliwości nocowania na podłodze. Wziąłem w podróż ze sobą karimatę i śpiwór.

Pierwsze kroki po przyjeździe kierowałem w stronę Schroniska w Dolnie Roztoki.

Bardzo chciałem odwiedzić to miejsce, bo często wygrywa w rankingu najlepszych schronisk w Tatrach, a czasem nawet w polskich górach np. w ostatnim zestawieniu magazynu “n.p.m.”
Gdy dotarłem z moim ciężkim plecakiem wraz z tłumem ciagnącym nad Morskie Oko. Przy Wodogrzmotach Mickiewicza skręca się w lewo i Świat się całkowicie zmienia. Ścieżka staje się wąska, a zasada powitania z każdą mijaną osobą znów obowiązuje.

W samym schronisku dostałem miejsce w łóżku za które zapłaciłem 40 zł. Spałem we własnym śpiworze.

Po zakwaterowaniu zdrzemnąłem się godzinę po podróży i ruszyłem w stronę Morskie Oka, bo celem na ten dzień był Czarny Staw pod Rysami. Była to idealna rozgrzewka przed kolejnymi wyzwaniami w Tatrach

Schronisko w Roztoce wydaje się najlepsze pod względem kulinarnym. Ceny są w miarę przystępne (obiady do 20 zł) i dania smaczne. Poziom ubikacji i infrastuktury też jest na wysokim poziomie. W świetlicy nie brakuje gier i książek. Gdy czytałem tam swoje co ciekawe byłem otoczony przez język angielski i francuski. Zdziwienie ilością obcokrajowców towarzyszyło mi do końca pobytu w górach.

Niestety Roztoka ustępuje pod względem lokalizacji innym schroniskom tatrzańskim. Jednak zawsze lepiej mieć bazę wewnątrz Tatrzańskiego Parku Narodowego i oszczędzać czas na dojeździe do Palenicy lub Kuźnic.

Kolejnego dnia udałem się do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

Tutaj oczywiście również nie miałem rezerwacji. Jednak codziennie od 8 rano sprzedawane jest tam 15 miejsc na materacach. Od 11 można je zajmować. 14 położonych jest obok siebie, jeden trochę na uboczu i właśnie on padł moim wyborem. Koszt takiego noclegu to 20 zł.

Ceny w tym schronisku pozytywnie mnie zaskoczyły np. zupa dnia za 5 zł. Oprócz tego koszt dań obiadowych to około 20 zł.

Najlepsza jednak jest lokalizacja. Piękne widoki wokół i mnóstwo szlaków wokół. Podczas jedynego dnia pobytu poszedłem zarówno na Zawrat (najłatwiejsza droga dojścia, choć mnie trochę zmęczyła), jak i w kierunku Morskiego Oka do momentu aż szlak piął się w górę.

Kolejny dzień to powolny powrót do cywilizacji.

Kierowałem się do schroniska Murowaniec w Hali Gąsienicowej.

Na początku wyruszałem żołtym szlakiem w kierunku Przełęczy Krzyżne. Trochę obawiałem się tego przejścia, bo słyszałem o problemach z błotem gdy pada deszcz. Tego dnia co prawda było sucho i gorąco, jednak była nutka niepewności gdy słyszysz po raz pierwszy hasło “lawiny błota” i wieczór wcześniej przemokłeś do sucha.

Szlak był trudniejszy niż bym się spodziewał. Nie brakuje elementów lekkiej wspinaczki. Do tego byłem objuczony całym swoim dobytkiem. Strefa błota rzeczywiście była obecna, ale trzeba było być na tym etapie po prostu ostrożnym. Dotarcie od schroniska do Przełęczy Krzyżne zajęło mi ok 2:30 godziny. Mimo weekendu na początkowym etapie wyprawy nie spotkałem nikogo przez półtora godziny.

Na szczycie zdjęcia zmęczonego człowieka (chciałem aby oddawały stan faktyczny) i czas ruszać w dalszą drogę do cywilizacji, która prowadziła przez zejście do Hali Gąsienicowej. Choć zdawałem sobie sprawę, że szlak będzie się dłużył to nie sądziłem, że sprawi mi problemy. A jednak to tutaj przy zejściu zaliczyłem glebę. Po prostu podeszwa mojego buta z jednym kamieniem nie poczuły przyciągania i polecialem. Na szczęście na bok i plecak – nic się nie stało.

Dotarłem wreszcie do schroniska Murowaniec.

Od razu uderzył mnie tłok jakiego nie znałem z Roztoki i Piątki. Ceny były były prawie dwa razy wyższe np. za placek po węgiersku zapłaciłem 30 zł. Mimo oficjalnych komunikatów o braku możliwości noclegu na glebie miałem nadzieję na jakiś zbieg okoliczności i znalezienie wolnego łóżka. Niestety na piętrze powitała mnie kartka o braku jakichkolwiek wolnych miejsc. Podobnie było w pobliskiej Betlejemce, o której słyszałem plotki, że można tam się spontanicznie zatrzymać. Wszedłem tam mimo kartki o braku wolnych miejsc, ale już komunikat na drzwiach kierownika obiektu “brak wolnch miejsc oznacza brak wolnych miejsc – nawet w piwnicy” – sprawił, że obróciłem się na pięcie.

Musiałem się już niestety kierować z powrotem do cywilizacji. Miałem nadzieję na jeszcze jeden dzień wyłączenia, ale w zaistniałej sytuacji było to niemożliwe.

Droga do Kuźnic była zaskakująco wyczerpująca. Moje kolana odmawiały posłuszeństwa, a plecak ciążył coraz bardziej. Wreszcie po blisko dwóch godzinach spaceru udało się dotrzeć do Kuźnic. Tam szybko wskoczyłem do pierwszego busa jadącego w rejon dworców.

Zakopane.

Godzina 17 w sobotę w samym środku wakacji. Obawiałem się o znalezienie miejsca noclegowego, ale na szczęście w hostelu Target znalazlo się łóżko dla mnie już od tego dnia (od niedzieli miałem rezerwację).

Lokalizacja hostelu jest rewelacyjna. W połowie drogi między Krupówkami i Rejonem dworców. Cena również przyjemna, bo 35 zł. Oprócz tego bardzo miła obsługa, przyzwoite śniadania i wygodna kuchnia.

Osobiście lubię hostele ze względu na ludzi, których w nich spotykam. Tym razem spędziłem trochę więcej czasu z dziewczyną z Tajwanu. Wydawało mi się, że jest jednym z niewielu obywateli tego kraju, którzy odwiedzili Zakopane. Dzień później do mojego pokoju wprowadziło się trzech innych Tajwańczyków! Ogólnie tej nocy byłem tam jedynym Polakiem. Przyznam, że nie spodziewałbym się takiej sytuacji w Zakopanem. Wzrost liczby gości z zagranicy jest moim zdaniem gigantyczny w stosunku do moich poprzednich wizyt.

Podsumowanie turystyczne

Noclegi
Roztoka 40 zł – łózko, własny śpiwór – polecam
5 stawów – 20 zł sala z meteracami, własny śpiwór polecam
Hostel Target – 35 zł – normalne łóżko – polecam

Szlaki
Palenica Białczańska – Dolina Roztoki – Morskie Oko – Czarny Staw – Morskie Oko – Dolina Roztoki

Schronisko Dolina Roztoki – Wodospad Siklawica – Schronisko Pięciu Stawów
Schronisko – Zawrat – Schronisko
Schronisko – pierwszy szczyt na niebieskim szlaku w drodze do Morskiego Oka

Schronisko – Przełęcz Zawrat – Hala Gasięnicowa – Kuźnice (przez Boczań)

Hostel – połowa stoku Gubałówki 😉

Kiry – Dolina Kościeliska – Hala Ornak – Staw Smerczyński – Dolina Kościeliska

Wyzwania

Offline

Pracując jako nomad można podróżować praktycznie cały czas, dzięki łączeniu tego z pracą. Jednak mankamentem takiej sytuacji jest przebywanie prawie cały czas w pracy. Tym razem postanowiłem nie brać ze sobą kompa i wyłączyć się również z obecności w social media.

Było to bardzo łatwe w górach, gdzie nie było zasięgu. Trochę trudniej zrobiło się w Zakopanem, gdzie kusił zasięg LTE. Ciekawie było obserwować automatyczne zachowania np. w momencie wstawienie wody na herbatę, gdy automatycznie wyciągałem telefon i kciuk wędrował w kierunku ikonki z F. Na szczęście łapałem się na tego typu nawykach i chowałem telefon z powrotem do kieszeni.

Dla Świata wróciłem dopiero w autobusie powrotnym. Po 5 dniach mojej nieobecności nadal się nie zawalił 😉 A na serio, zaskakująco szybko można było odpowiedzieć na wszystkie wartościowe wiadomości.

Samotność

Po wielu podróżach w samotności i w towarzystwie dostrzegam klarownie zalety każdej z nich. Tym razem miałem po raz pierwszy wyruszyć sam w góry na dosyć ambitne szlaki i podobała mi się ta perspektywa. Słyszałem kiedyś o instytucji męskie odosobnienia, gdy faceta odcina się od wielu codziennych bodźców, aby spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy.

Jak to zadziałało w moim przypadku?

Fizyczne dolegliwości (przeziębienie, ból kolana) i ekscytacja związana z nowymi wyzwaniami sprawiła, że nie zauważam jakiś istotnych przemyśleń, które pojawiłyby się podczas tego wyjazdu. Poza tym w moim życiu nie brakuje miejsca na refleksję na codzień, więc taki wyjazd nie musiał być specjalnym powodem.

Zaletą samotnego wyjazdu jest na pewno pełne otwarcie na innych ludzi. Praktycznie każdego dnia i w każdym miejscu poznawałem nowych ludzi (mam jednak w sobie trochę ekstrawertyzmu 😉 ), co na pewno by się nie działało gdybym był ze swoimi ludźmi.

Tatry w przyszłym roku planuję jednak w grupie. Chociażby dla porównania.

Podsumowanie wyjazdu

Mimo trudności i wyzwań jestem bardzo zadowolony z tego wyjazdu. Doświadczyłem wreszcie wyższych partii Tatr – zrozumiałem wagę przygotowania oraz odpowiedniego obuwia. Poznałem też lepiej siebie. Tego gdy cisnę za mocno („co z tego że ledwo chodzę, przecież jest taka widoczność dzisiaj”) oraz jak się czuję gdy odpuszczam (na szczęście zrobiłem to w odpowiednim momencie).

Zdałem sobie również sprawę, że Zakopane i jego historia jest dla mnie najbardziej fascynującym miastem w Polsce. Po raz kolejny poszedłem na cmentarz na Pęksowym Bzyzku odwiedzić ludzi, którzy podzieliali takie uczucia do tego miejsca i zdecydowali się w nim zostać.

Jak będzie ze mną… 🙂

 

Share This

Pokaż Światu jakiego fajnego bloga czytasz

Z każdym udostępnieniem zbliżasz się do życia wolnego od lokalizacji

Kontynnując akceptujesz politykę cookies more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

zamknij